6 obrzydliwych potraw

16 maja 2011 | Kategorie: chiny

które jadłem w Chinach. Nie dla wegetarianów.


Oczywistym jest, że to co dla jednych jest nieapetyczne, dla drugich może być przysmakiem. Niechęć do różnego rodzaju jedzenia wynika przede wszystkim z uwarunkowań kulturowo-społecznych. Dla wielu osób przełamanie się i wyjście poza “comfort zone” jest niemożliwe, takie osoby kurczowo trzymają się tych samych sprawdzonych potraw przez całe życie. A przecież świat oferuje tak wiele więcej.

Na liście poniżej nie znalazły się dania nietypowe dla nas, których jest w Chinach mnóstwo. Dlatego dziś nie będzie o rapetach, kaczych jęzorach, sfermentowanym tofu, ośmiornicach, mątwach, zółwiach, żabach, czy tysiącletnich jajkach. Tego rodzaju smakołyki je się tutaj na porządku dziennym. Będzie za to o potrawach, które dla samych Chińczyków są mniej konwencjonalne, czyli takich którym z kolei przeciętny Polak przyklei metkę: “obrzydliwe”.

Co mnie skusiło by ich spróbować? Ciekawość, otwartość, impuls.

Jedziemy:

1. Czerwie z konikami polnymi na ostro. Przysmak z prowincji Yunnan. Całkiem dobre, choć z powodu wątłej, papierowej budowy zbyt mocno jak na mój gust nasiąkają tłuszczem. Idealnie komponują się jednak z piwem.


2. Skorpiony. Smażone na głębokim oleju. Chrupkie, słono-ostre. Palce lizać. Jad jest neutralizowany podczas procesu smażenia. Te na załączonym obrazku są jeszcze żywe…


3. Potrawka ze skrzypłocza. Skrzypłocze zachwycają mnie swoją archaiczną budową. Zupełnie jakby Matka Natura przeoczyła je w procesie ewolucji. Mówi się, że od ok. 250 mln lat istnieją mniej więcej w niezmienionej formie. A, jeszcze ich krew, pozbawiona hemoglobiny, jest niebieska :) Niespecjalnie smaczne, często żerują w błotnistych wodach i tak też smakują.

4. Cykady na patyku. W starciu ze skorpionami niestety przegrały. Wolę słuchać ich donośnych świergotów za oknem.


5. Wąż smażony. Coś między kurczakiem a rybą. Serwowany w panierce w plasterkach. Całkiem okej.


6. Zupka z psa. Może być, ale bez rewelacji. Uwielbiam psy, więc pozostaje mieć nadzieję, że ten godnie zakończył swój żywot. Nie miałem aparatu.


Wszystkie dania powyżej dumnie zapijamy wódką z kobry:


A jeśli nam mało to zawsze możemy zjeść:

;)


Powiązane wpisy:

  1. O północy
  2. Subtelności 3D
  3. Rzecz o kurczeniu się
  4. Niekoniecznie Ganges

Komentarze

  1. Tak, i podobno najczęściej jada się to coś na surowo. Może po paru kieliszkach żmijówki…

  2. Zaintrygowało mnie to coś na ostatnim zdjęciu, w pojemniku po prawej. 海肠 hǎicháng – słownik wyrzucił mi morskie wnętrzności, ale po krótkim poszukiwaniu okazało się że to
    Urechis unicinctus. Koreańczycy nazywają to Penis fish. W sam raz do tego wpisu.

  3. Te mniejsze je się w całości. Nie wiem jak jest z tymi dużymi czarnymi, które widać na przedostatnim zdjęciu. Smacznego :)

  4. Od razu pytanie potencjalnego naśladowcy. Czy skorpiona chrupie się w całości, czy też odrywa się co bardzie wystające części?

Dodaj komentarz